Misio nie mieszkał z nami. Z tydzień mieszkał na naszej wycieraczce. Nie mógł do nas trafić - w domu był agresywny (w stosunku do innych psów) Pysio. Zgodziła się go zabrać moja ciocia. Tam spędził kilkanaście szczęśliwych lat w domu z ogrodem i gromadą kotów.
Niestety, starość jest okrutna. Nie zna litości i to zarówno wobec zwierzęcia, jak i człowieka.
Wczoraj dostał ataku padaczki, biegunki...
Było źle. Wujek zdecydował skończyć jego cierpienie.
Misio miał około 20 lat.
Jest to blog o zwierzętach, które przewinęły się przez moje życie. Niektóre mieszkają lub mieszkały w moim domu, inne spotkałam podczas spacerów, podróży... Czasami polecę książkę o zwierzętach. Większość zdjęć jest mojego autorstwa (jeśli będzie inaczej - podam źródło), dlatego nie zgadzam się na ich kopiowanie, udostępnianie na innych stronach internetowych.
Obserwatorzy
wtorek, 16 lipca 2013
czwartek, 11 lipca 2013
Tymczas
Niedawno pisałam o porzuconym, małym kotku.
Niestety, domek opóźnił się o tydzień. Pani zadzwoniła w poniedziałek, chciała go zabrać ale z przyczyn niezależnych okazało się to niemożliwe. Postanowiłam go zabrać z domu pani T. do nas we wtorek, z nadzieja, że już tego dnia trafi do nowego domku. Myślałam, że przybycie gościa nie wpłynie na zachowanie moich kotów, że podejdą do niego obojętnie. Jakże się myliłam!
Tak wyglądało przywitanie Przybysza - nazwijmy go Feluś - przez rezydenta Franka:
Frodo, ten miziasty i słodki kotek także wydawał dźwięki, o które nigdy bym go nie posądziła.
Feluś także przybył w wojowniczym nastroju. Dwunożnych polubił - spał na moim łóżku, mruczał mi do ucha. No, nie był zadowolony z czyszczenia uszu. Piszczał, próbował się wyrwać. Niestety, był opatulony i skazany na klęskę.
Kocię korzystało ze wspólnej kuwety, warczało przy posiłku. Nie było zadowolone z bycia na rękach. Lubi się bawić.
Dziś już kotka nie ma. Przed chwilą trafił do nowego domu. Mam nadzieję, że będzie miał tam dobrze, i że jego pani będzie się cieszyła dobrym zdrowiem. Warto potrzymać kciuki, czy westchnąć do św. Franciszka.
Miej się dobrze, Felusiu!!! Choć nie wiem, czy zostaniesz Felkiem.
A oto trójeczka kotków - owoców mezaliansu.
Niestety, domek opóźnił się o tydzień. Pani zadzwoniła w poniedziałek, chciała go zabrać ale z przyczyn niezależnych okazało się to niemożliwe. Postanowiłam go zabrać z domu pani T. do nas we wtorek, z nadzieja, że już tego dnia trafi do nowego domku. Myślałam, że przybycie gościa nie wpłynie na zachowanie moich kotów, że podejdą do niego obojętnie. Jakże się myliłam!
Tak wyglądało przywitanie Przybysza - nazwijmy go Feluś - przez rezydenta Franka:
Frodo, ten miziasty i słodki kotek także wydawał dźwięki, o które nigdy bym go nie posądziła.
Feluś także przybył w wojowniczym nastroju. Dwunożnych polubił - spał na moim łóżku, mruczał mi do ucha. No, nie był zadowolony z czyszczenia uszu. Piszczał, próbował się wyrwać. Niestety, był opatulony i skazany na klęskę.
Kocię korzystało ze wspólnej kuwety, warczało przy posiłku. Nie było zadowolone z bycia na rękach. Lubi się bawić.
Dziś już kotka nie ma. Przed chwilą trafił do nowego domu. Mam nadzieję, że będzie miał tam dobrze, i że jego pani będzie się cieszyła dobrym zdrowiem. Warto potrzymać kciuki, czy westchnąć do św. Franciszka.
Miej się dobrze, Felusiu!!! Choć nie wiem, czy zostaniesz Felkiem.
A oto trójeczka kotków - owoców mezaliansu.
czwartek, 4 lipca 2013
Pysio

Pysio był psem wyrzuconym. W zimie. W sierść miał wplątany sznurek. Przygarnął go mój ojciec. Nie było to rozsądne posunięcie, bo w domu były dwa inne psy. Tomi i Urban. O dziwo zaakceptowały przybysza. Przybysz okazał się zakapiorny i zazdrosny!!! Zaakceptował Tomiego i Urbana - bo musiał. Nie wiem, może wyczuwał, że od tego, jak będzie się zachowywał w stosunki do domowych psów zależy jego los. W każdym razie Urbana i Pysia zaakceptował. W stosunki do innych psów wykazywał agresję. Nawet do suczek - trzeba więc było uważać. Dobrze, że był stosunkowo nieduży, więc opanowanie go nie stanowiło problemu.
Na początku Pysio był w domu tylko połowicznie. Nocował. Rano, idąc do szkoły wypuszczaliśmy go na dwór. Taka sytuacja nie mogła dłużej tak trwać- wzięliśmy Pysia na stałe.
Tak więc mieliśmy trzy psy.
Tak dużej liczby psów nie będę już miała. Wtedy w domu mieszkało pięć zdrowych osób. Obecnie ojciec nie żyje, babcia nie żyje, a siostra mieszka w innym mieście.
Pod koniec życia Pysia spotkało wielkie nieszczęście. W domu pojawił się Kajtek. Pysio miał wtedy ~15 lat. Psy musiały być zamknięte w innych pokojach.
Pysio zrobił miejsce Kajtkowi. Po niespełna dwóch miesiącach odszedł za Tęczowy Mostek. Cóż, starość nie radość. Pysio cierpiał na serce. Nie był zdrowy.
Choć Pysio nie lubił innych psów - bez problemu zaakceptował pojawiające się koty.
Trzymiesięczna Zosia "znęcała się " nad Pysiem. Bawiła się jego ogonem, tłukła łapka po pyszczku. Pysio znosił to i znosił, aż w końcu zrezygnowany uciekł do innego pokoju. Pysio nie cierpiał Odżiego - pudelka mieszkających na czwartym piętrze po przeciwnej stronie sąsiadów. Gdy był wypuszczany na balkon - zadzierał łepek go góry. Jeśli zobaczył Odżiego - natychmiast donośnie szczekał. Gdyby wzrok mógł zabijać - oba psy nie żyłyby. Pałały do siebie wzajemną antypatią.
Wszyscy także wiedzieliśmy, kiedy Odżi wracał ze spaceru.
Pirat i Pysio ucięli sobie słodką drzemkę. Jakie szczęście, że Kajtek nie wskakuje na łóżko!!!
Trzymiesięczna Mela wyjada Pysiowi mięsko z miski. Oba zwierzaki są już za Tęczowym Mostkiem.
Tu widać Zosię bawiąca się (z) Pysiem.
Miałam dać jeszcze jedno zdjęcie, ale źle się wkleja. Nie chce się umieścić w środku.
Cóż...
Nie wkleję.
środa, 26 czerwca 2013
Kocię wyrzucone
Nie wiem, co napisać. Jak zacząć. Ten prześliczny kotek został wyrzucony na dwór. Ma dwa - trzy miesiące. Znalazła go jedna pani. Po północy miauczał pod jej balkonem.
Pani ma kilka kotów. Jest osobą samotną i ciężko chorą. Przygarnęła kocię. Ale załamała się.
Poprosiła o pomoc w znalezieniu mu domu. I chyba udało się. Za tydzień w czwartek będzie wiadomo. Najprawdopodobniej będzie w nowym domu.
Kotek jest śliczny. Najprawdopodobniej jest owocem mezaliansu kotki syjamskiej z jakimś dachowcem.
Jemu się udało. Ale wielu innym kotkom nie.
Tak sobie myślę, że sterylizacja ma sens. Warto wysterylizować swoje zwierzę. Wtedy jest mniej bezdomnych, wałęsających zwierząt na naszych ulicach.
Mniej zwierząt byłoby w schroniskach, dotowanych z naszych podatków. Nie mam nic przeciwko temu, ale gdyby każdy właściciel był odpowiedzialny zwierząt w schroniskach byłoby mniej i te pieniądze można by przeznaczyć na inny cel. Choćby na przysłowiowe głodujące dzieci (z takimi zarzutami często spotykają się osoby pomagające zwierzętom)
Zbliżają się wakacje. Ile zwierząt wyląduje na ulicach? Ile psów straci domy? Zostanie wyrzuconych z samochodu lub przywiązanych do drzewa w lesie?
Czytałam ostatnio autobiografię Doroty Sumińskiej. Cóż za wspaniałą rodzinę miała. Dwoje świętych w rodzinie. Urszula Ledóchowska i o. Melchior Fordon (kandydat na ołtarze), spowiednik o. Kolbe.
Co on ma wspólnego ze zwierzętami? Ano, ma. Powiedział on, że na Sądzie Ostatecznym Bóg zabierze mowę ludziom, a odda zwierzętom i one będą świadczyć o nas ("Autobiografia na czterech łapach..." s. 110).
Co zwierzęta powiedzą o nas?
Zakończę słowami z "Małego Księcia"
Ładne kocię, prawda? Mam nadzieję, że jego nowy domek, do kórego trafi w pierwszym tygodniu lipca będzie domem przez duże "D".
Pani ma kilka kotów. Jest osobą samotną i ciężko chorą. Przygarnęła kocię. Ale załamała się.
Poprosiła o pomoc w znalezieniu mu domu. I chyba udało się. Za tydzień w czwartek będzie wiadomo. Najprawdopodobniej będzie w nowym domu.
Kotek jest śliczny. Najprawdopodobniej jest owocem mezaliansu kotki syjamskiej z jakimś dachowcem.
Jemu się udało. Ale wielu innym kotkom nie.
Tak sobie myślę, że sterylizacja ma sens. Warto wysterylizować swoje zwierzę. Wtedy jest mniej bezdomnych, wałęsających zwierząt na naszych ulicach.
Mniej zwierząt byłoby w schroniskach, dotowanych z naszych podatków. Nie mam nic przeciwko temu, ale gdyby każdy właściciel był odpowiedzialny zwierząt w schroniskach byłoby mniej i te pieniądze można by przeznaczyć na inny cel. Choćby na przysłowiowe głodujące dzieci (z takimi zarzutami często spotykają się osoby pomagające zwierzętom)
Zbliżają się wakacje. Ile zwierząt wyląduje na ulicach? Ile psów straci domy? Zostanie wyrzuconych z samochodu lub przywiązanych do drzewa w lesie?
Czytałam ostatnio autobiografię Doroty Sumińskiej. Cóż za wspaniałą rodzinę miała. Dwoje świętych w rodzinie. Urszula Ledóchowska i o. Melchior Fordon (kandydat na ołtarze), spowiednik o. Kolbe.
Co on ma wspólnego ze zwierzętami? Ano, ma. Powiedział on, że na Sądzie Ostatecznym Bóg zabierze mowę ludziom, a odda zwierzętom i one będą świadczyć o nas ("Autobiografia na czterech łapach..." s. 110).
Co zwierzęta powiedzą o nas?
Zakończę słowami z "Małego Księcia"
Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
Ładne kocię, prawda? Mam nadzieję, że jego nowy domek, do kórego trafi w pierwszym tygodniu lipca będzie domem przez duże "D".
czwartek, 20 czerwca 2013
Пусть всегда будет солнце!!!
Zbliża się 21 czerwca i lato. W tym roku astronomiczne lato zaczyna się 21 czerwca o godzinie 7:04.
Początek lata zaczyna najkrótsza noc i najdłuższy dzień w roku.
W Polsce, i w większości krajów Europy panują upały. W niektórych miejscach dochodzą do 40°C!
Dziś będzie więc o słońcu. Albo o Słońcu, zastanawiam się, jakiej litery użyć.
"Пусть всегда будет солнце,
Пусть всегда будет небо,
Пусть всегда будет мама,
Пусть всегда буду я."
Co tłumaczy się:
"Zawsze niech będzie słońce,
Zawsze niech będzie niebo,
Zawsze niech będzie mama,
Zawsze niech będę ja."
Gdy byłam mała popularna była piosenka o tym tytule. Oczywiście, życzenie zawarte w tej piosence nie
zostanie spełnione. Mama umrze. My umrzemy. I dużo później Słońce umrze.
My wcześniej, bo Słońce za około 5 miliardów lat.Słońce jest fascynujące. Bez niego niemożliwe byłoby istnienie życia. Większość z nas woli lato, słoneczną pogodę. W tym roku zima trochę zbrzydła ;)
Nie mam profesjonalnego sprzętu. Ale lubię obserwować słońce. W czasie spacerów z psem czasem fotografuję słońce. Pierwszą fotografię zrobiłam z ciekawości, chciałam zobaczyć jak wyjdzie, i czy wyjdzie. Coś wyszło. Nie wiem, czy ładnie, ale wyszło.
Zdjęcia zostały zrobione na spacerze. Nie zachowałam zasad BHP. Nie wolno patrzeć w Słońce. Nie mam specjalnych flirtów słonecznych. W czasie robienia zdjęć zamykałam oczy ;)
Nie polecam naśladowania mnie. :)
niedziela, 16 czerwca 2013
Żółtodziób
Wczoraj jak zwykle wybrałam się na spacer z psem. Tradycyjne kółeczko
obejmujące 1/4 osiedla. Nie byłam przygotowana na żadną niespodziankę,
na to, że coś ciekawego zobaczę. A jednak...
Normalne jest to, że słyszę i widzę ptaki. Wróble, kawki, sierpówki, gawrony. Czasem jakiś drozd czy sikorka się napatoczy. Na ogół ptaki zachowują się normalnie. Czasem sypnę im trochę ziarenek.
Tymczasem usłyszałam kawkę, której zachowanie odbiegało od normy. Strasznie krzyczała. W pewnym momencie pacnęła Kajtka dziobem w okolice grzbietu. Ja też dostałam lekko po głowie.
Wściekła? Rozejrzałam się w okolicy, spojrzałam na trawnik i zobaczyłam, co było powodem takiego, a nie innego zachowania kawki.
Normalne jest to, że słyszę i widzę ptaki. Wróble, kawki, sierpówki, gawrony. Czasem jakiś drozd czy sikorka się napatoczy. Na ogół ptaki zachowują się normalnie. Czasem sypnę im trochę ziarenek.
Tymczasem usłyszałam kawkę, której zachowanie odbiegało od normy. Strasznie krzyczała. W pewnym momencie pacnęła Kajtka dziobem w okolice grzbietu. Ja też dostałam lekko po głowie.
Wściekła? Rozejrzałam się w okolicy, spojrzałam na trawnik i zobaczyłam, co było powodem takiego, a nie innego zachowania kawki.
Nie wiem, czy kawka potrafiła latać. Podskakiwała, machała skrzydłami.
Udało mi się uchwycić moment, jak kawka karmiła swoje młode.
Zastanawiałam się, co zrobić. W domu ratowaliśmy już ptaki. Mieliśmy sierpówkę, ze dwie kawki - jedną chciały zadziobać inne ptaki. Ptaki, gdy podrosły zostały wypuszczone. Były też niepowodzenia. Przyniesione do domu nowo wyklute pisklę - wypadło na beton - nie przeżyło. Było u nas dwa - trzy dni.
Sierpówka z odłamanym kawałkiem skrzydła została uśpiona. I tak została wyrwana z pazurów Putina. Latać już nie mogłaby.
Nie byłam pewna, co z tym maleństwem zrobić. Zadzwoniłam do mamy. Mama odradziła mi branie ptaszka do domu, zwłaszcza, że nad nią latały kawki. Zostawiłam pisklę.
Wieczorem już go nie było na trawniku.
Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło. Dziś nie znalazłam na trawniku śladów piórek. Nie znalazłam też na uliczce martwego ptaszka (bywają czasem).
Mam nadzieję, że jest z ptasimi rodzicami.
czwartek, 6 czerwca 2013
Urban
Swoje imię zawdzięcza dużym uszom, którymi obdarzyła go natura. Nie tylko jego. Także jednego kontrowersyjnego polityka i redaktora równie kontrowersyjnej gazety. Nie my nadaliśmy mu to imię. A imienia raczej się nie zmienia, tym bardziej staremu psu. Urban był psem bezdomnym, znanym na osiedlu. Życie nie szczędziło mu cierpień. Miał przestrzelony pysk i język. Był znany na osiedlu. Dokarmiało go wiele osób.
W tym moja mama. W naszym domu nie pojawił się jednak. Pojawił się Tomi. Urban sobie żył. Chodził po osiedlu. Do czasu. Został złapany i wywieziony do pobliskiego schroniska. Mamie udało się go wyciągnąć. Urban - wolny duch znowu wrócił na ulicę. Drugi raz trafił do schroniska.
I trzeci...
Za trzecim razem mama postanowiła go zatrzymać. Trochę to kosztowało - pies chciał się wydostać na wolność przez okno. Ale przywykł do domu. Przywykł do Toma, potem do Pyśka. Czasem był zabierany na łąki.
Pojawienia się kotów w domu nie doczekał.
Urban cierpiał na chorobę nowotworową, na ciele miał narośle. Niektóre zostały wycięte.
Przeżył w naszym domu trzy lata. Odszedł w 1996 roku.
W tym moja mama. W naszym domu nie pojawił się jednak. Pojawił się Tomi. Urban sobie żył. Chodził po osiedlu. Do czasu. Został złapany i wywieziony do pobliskiego schroniska. Mamie udało się go wyciągnąć. Urban - wolny duch znowu wrócił na ulicę. Drugi raz trafił do schroniska.
I trzeci...
Za trzecim razem mama postanowiła go zatrzymać. Trochę to kosztowało - pies chciał się wydostać na wolność przez okno. Ale przywykł do domu. Przywykł do Toma, potem do Pyśka. Czasem był zabierany na łąki.
Pojawienia się kotów w domu nie doczekał.
Urban cierpiał na chorobę nowotworową, na ciele miał narośle. Niektóre zostały wycięte.
Przeżył w naszym domu trzy lata. Odszedł w 1996 roku.
![]() |
| Urban i Tomi |
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































