Brytyjska koteczka. Nie będzie mieszkać u nas, ale w rodzinie. I zapewne koło Wielkanocy nas odwiedzi...
Jest to blog o zwierzętach, które przewinęły się przez moje życie. Niektóre mieszkają lub mieszkały w moim domu, inne spotkałam podczas spacerów, podróży... Czasami polecę książkę o zwierzętach. Większość zdjęć jest mojego autorstwa (jeśli będzie inaczej - podam źródło), dlatego nie zgadzam się na ich kopiowanie, udostępnianie na innych stronach internetowych.
Obserwatorzy
czwartek, 31 października 2013
poniedziałek, 28 października 2013
Zwierzaczki, które odeszły
1. Urban (pies). Około dwóch lat mieszkał u nas. Wcześniej był bezdomny, biegał po całym osiedlu. Ludzie go znali. czasem dawali jeść. Między innymi moja mama. Gdy dwa razy trafił do schroniska mama postanowiła go zatrzymać. W domu już był młody pies Tom.
2. Tomi, Tom (pies). Mój pierwszy, ukochany piesek. Trafił do nas, gdy miał około 5-6 tygodni z pchłami w pakiecie. Szalony. Dwa razy zniszczył drzwi, a właściwie ich obicie. Przeżył 15 lat i trzy miesiące.
3. Pysio (pies). Biało-czarny. Przyniósł go ojciec. Zimą. Nie planowaliśmy go zatrzymać. Na początku tylko u nas nocował. Dwa obecne psy - Tomi i Urban zaakceptowały go. Pyś był strasznie zazdrosny. Musiał zaakceptować Toma i Urbana. Natomiast na dworze był agresywny wobec innych psów. Nawet suczek.
4. Frania (kotka). Bardzo cierpiąca kotka. Była dzieckiem dzikiej, piwnicznej kotki. Bardzo trudno było ją złapać i wysterylizować. Często zachodziła w ciążę. Dla wielu jej kociaków znaleźliśmy domy. Próbowaliśmy podawać jej antykoncepcję w posiłkach. Nie poskutkowała. Efektem byłą Franusia i dwójka jej rodzeństwa. Jej rodzeństwo odeszło wcześniej. Franusię wzięliśmy do domu. Chyba miała jakąś wadę genetyczną. Mimo leczenia i próbach ulżenia jej w cierpieniu Franusia odeszła za Tęczowy Mostek w wieku 9 miesięcy.
5. Kocica (Wanda, Wandytka). Kilka lat rezydowała w piwnicy. Matka wielu kociąt. Po wielu perypetiach udało nam się ją wysterylizować. Odeszła za Tęczowy Mostek 4 lipca 2010 roku. Podejrzewamy, że ktoś maczał w tym palce.
6. Frytka. Stara, biała kotka z kilkoma czarnymi łatkami. Trafiła do nas 21 marca 2008 roku wraz z psem Kajtkiem po śmierci swojej pani. Kotka miała około 18 lat. U nas przeżyła jeszcze około 1,5 roku. Odeszła pod koniec sierpnia 2009 roku o czwartej rano. Do ostatnich chwil była trzymana za łapki.
7. Pyza. Anioł w kociej skórce. Byłą bezdomną kotką, dokarmialiśmy ją, Aby nie rodziła kociaków została złapana. Po zbiegu do domu była niesiona na rękach. Nie wyrywała się, nie okazywała oznak niepokoju. Gdy zaniemogła (woda w płucach) kroplówkę miała podawaną jedną ręką. Odeszłą w tym samym roku, co Frytka, tylko, że w październiku.

8. Maja - kot Całkowicie Czarny. Była u nas rok. Bardzo zżyła się z Franciszkiem. Też była chora. Nie udało się postawić diagnozy. Wiemy tylko, że miała hipoglikemię. Bardzo niski poziom cukru. Odeszła 4 marca 2011 roku.
9. Melania. Mały zakapior. Córcia Kocicy - Wandytki. Biało-czarna. Odeszła nagle, nikt się tego nie spodziewał. Nie wykazywała oznak choroby. Rano wstała, zjadła śniadanko, pomiętosiła domowników. Po południu dostała jakiegoś ataku. Natychmiast zabrałam ją do weterynarza. Niestety, nie dowiozłam jej żywej :( Był 3 listopada 2011 rok.
10. Homer (kot). Syn Kocicy. Braciszek Rysi z jednego miotu. Nie mieszkał u nas, lecz u znajomej. Razem ze starszym braciszkiem Myszkinem. Myszkin jeszcze żyje. Homer zachorował. Również woda w płucach. Odszedł w 2012 roku.
11. Kusy, Kusociński. Imię to nadała mu mama. Miał długie łapki. Dziki, biało-czarny kotek dokarmiany przez nas. Nie mam żadnego jego zdjęcia. Odszedł w 2006 albo 2007 roku. Również podejrzewamy, że ktoś mu pomógł.
12. Kalcivirus. Kot Całkowicie Czarny. Bezdomny. Ulubieniec Kajtkowej pani. Odszedł około 2008 roku.
13. Agentka. Mała, czarna koteczka. Gdy po raz pierwszy pojawiła się a wieczornym karmieniu rozstawiła inne koty i sama pierwsza dobrała się do jedzenia. Nie wiem, co się z nią stało, sądzę, że jej już nie ma. Dzikie koty nie żyją długo.
14. Plaśnięta. Czarno-biała koteczka z czarną plamką na mordce. Była na wieczornych karmieniach. Też nie wiem, co się z nią stało. Raczej nic dobrego.
15. Biały. Synek Kocicy. Jego rodzony brat Myszkin znalazł domek. On nie miał tego szczęścia. Odszedł za Tęczowy Mostek w Lutym lub marcu 2009 roku. To pewne, bo znaleźliśmy jego ciało. Być może potrącił go samochód, leżał koło parkingu.
16. Skarpeta - synek Kocicy. Nie wiadomo, co się z nim stało.
17. Krzywołepek. Bury kotek, pojawiał się na karmieniach. I znikł...
18. Bielisio. Biało-czarny kotek, być może synek Białego i Rudej, bądź Pyzy. Tego na 100% nie wiadomo. Pojawiał się na karmieniach. Gdy zaczął chorować - udało się go złąpać i zabrać do weta. Okazało się, że ma białaczkę i koci HIV. Morfologia fatalna, kot na granicy śmierci. Nie mogliśmy narażać zdrowia naszych kotów, więc podjęliśmy trudną decyzję o eutanazji kotka. Było to rok temu, w 2012 roku.
19. Biszkopt. Również przez jakiś czas bezdomny. Gdy został pobity wzięła go do domu jedna z karmicielek. W 2011 bądź 2012 roku odszedł za Tęczowy Mostek.
21. Rasputinka (kotka). Podobna do dochodzącego (Ras)Putina.

22. Misio - Pies. Przez jakiś czas mieszkał u nas na klatce. Nie można było go zabrać do domu (agresywny Pysio). Zgodziła się go zabrać mocja ciocia ze Śląska. W tym roku (2013 rok) Misio odszedł. Był stary, schorowany. Miał około 20 lat.
21. Rybki, chomiki i myszki, które również były w domu...
Tyle pamiętam zwierząt, które przewinęły się przez moje życie. Czas zaciera wspomnienia. Z trudem przypomniałam sobie wiele z nich.
poniedziałek, 21 października 2013
Pies choruje...
Kajtek. Ma około 14 lat. Dokładnie ile - nie wiem. Kajtuś ma problemy z kręgosłupem. Raz na dwa miesiące dostaje sterydy.
Do problemów z żołądkiem dołączyły się także problemy z żołądkiem. Zdarzają mu się biegunki - i to niestety, w domu.
Ostatnio wyprowadziłam go o 3:30 w piżamce i narzuconej na nią kurtce. Dobrze, ze mam nową piżamę - spodnie wyglądają jak dresowe. Bilans tego dnia, czy nocy 1:3 dla mnie. 1 kupa w domu, 3 na dworze. Cóż, o 3:30 wolałabym spać, ale spacer o tej porze także ma swój urok.
Do problemów z żołądkiem dołączyły się także problemy z żołądkiem. Zdarzają mu się biegunki - i to niestety, w domu.
Ostatnio wyprowadziłam go o 3:30 w piżamce i narzuconej na nią kurtce. Dobrze, ze mam nową piżamę - spodnie wyglądają jak dresowe. Bilans tego dnia, czy nocy 1:3 dla mnie. 1 kupa w domu, 3 na dworze. Cóż, o 3:30 wolałabym spać, ale spacer o tej porze także ma swój urok.
poniedziałek, 14 października 2013
Wlazł kotek
Wlazł kotek na płotek przy starej posesji
I zawarł z myszami pakt o nieagresji.
Dziś wprawdzie niejeden na fakt ów się zżyma,
Lecz bądźmy spokojni. Mysz słowa dotrzyma
I zawarł z myszami pakt o nieagresji.
Dziś wprawdzie niejeden na fakt ów się zżyma,
Lecz bądźmy spokojni. Mysz słowa dotrzyma
Franciszek J. Klimek
Franuś i Frodo z prezentem od Cineczki. Myszka jest już trochę zmasakrowana, nie ma ogona ;)
poniedziałek, 7 października 2013
Koty syjamskie - legenda powstania
Dawno, dawno temu, daleko stąd żyła piękna księżniczka. Miała na imię Toi-Szu. W jej pałacu pachniało różane pachnidło i lśniły malowane jedwabie. Król kochał swoją córkę i dbając o jej przyszłość wybrał jej za męża bogatego księcia z sąsiedniego królestwa. Lecz jak to zazwyczaj w bajkach bywa - nie książę zdobył serce księżniczki, lecz ubogi ogrodnik. Księżniczka zakochała się w jego niebieskich oczach i wspaniałym głosie. Codziennie przychodziła do ogrodu przed pałacem, aby posłuchać, jak pięknie śpiewa jej ukochany Geb-Set.
Pewnego dnia Toi-Szu podeszła do ukochanego i ośmieliła się skraść mu pocałunek. Ogrodnik, zachwycony księżniczką, od tej pory już każdego wieczoru śpiewał pod jej oknem piękne serenady. Zakochani spotykali się potajemnie i w ukryciu obdarowywali się pocałunkami. Zaręczyli się, zakładając sobie na palce drewniane pierścienie. Zapewne ich miłość nigdy nie zostałaby opisana,
gdyby nie Tenemu - zły minister nauk, który podejrzawszy zakochana parę doniósł królowi o bezeceństwach, jakie wbrew bogom i ludziom wyczynia jego
własna córka. Król skazał Toi-Szu na pobyt w zamkniętej wieży, a ogrodnika kazał strącić ze skały. W dniu egzekucji księżniczka ubłagała Boginię Czerwonej Rzeki Teoris, by uratowała oblubieńca. Teoris spełniła życzenie księżniczki, i zamieniła Geb-Seta w kota. Ogrodnikowi w ciele kota zostały piękne, niebieskie oczy i ogorzała słońcem twarz. W takiej właśnie postaci Geb-Set przychodził do swej księżniczki, a na zakrzywionym ogonie dzielnie dzierżył ich zaręczynowy pierścień. Piękny i elegancki kot już na zawsze pozostał ze swoja ukochaną. Codziennie śpiewał jej serenady i tulił się do jej piersi. Stał się symbolem miłości i wiary.
Magazyn dla miłośników kotów "Kot"
Nr 6(10) czerwiec 2006, s. 25.
Nr 6(10) czerwiec 2006, s. 25.
Subskrybuj:
Posty (Atom)