Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot nadworny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot nadworny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 września 2014

To już jest koniec...

Wczoraj, o godzinie 12:00 Putin wyruszył w swoją Ostatnią Podróż.
Miał już problemy z przełykaniem wody.
Przez 1,5 tygodnia próbowałyśmy go ratować.
W sobotę na jego usilną prośbę wypuściłam go na dwór. Był wolnym duchem. Mieszkanie w bloku to dla niego więzieniem.
Liczyłam się z tym, że nie wróci. Ale wrócił.
Gdy zobaczyłam, że już nie daje rady pić wody postanowiłam przecierpieć jeszcze jedną noc i go nie wypuszczać. Nie mogłam dopuścić, żeby umierał 3 dni z pragnienia.
Nie przypuszczałam, że kot tak szybko odejdzie. Praktycznie od razu po podaniu zastrzyku. Kilka sekund to trwało.






Tutaj jest jeszcze zdrowym, szczęśliwym kotem. Co daje psu po pyszczku. Już nie będę musiała w zimie wieczorem wychodzić na dwór, szukać go, żeby do piwnicy wpuścić. Choć to na ogół to on nas znajdował.
Miał dobre życie. Był wolny i miał schronienie przed mrozem i deszczem. Miskę s suchą karmą, mokra karmą i wodą.
Już nie cierpi. Ale smutno mi trochę...


sobota, 30 listopada 2013

Pan Pyza


...nie pojawia się na wieczornym karmieniu. Już tydzień, jak go nie ma. I nie wiadomo, co się stało. Czy gdzieś zamknięty, czy może wywieziony. A może przeniósł się za Tęczowy Mostek?
Pan Pyza był kotem wolno żyjącym.




środa, 29 maja 2013

Pan Pyza

Dziś napisze o Panu Pyzie. Pan Pyza jest kotem wolno żyjącym. Najprawdopodobniej nie ma domu. Pewnego dnia pojawił się. Jest podobny do mojej zmarłej kotki Pyzuni - zyskał przydomek Pyza. Pan Pyza, bo kotek jest chłopczykiem.
Pan Pyza przychodzi prawie co wieczór po jedzonko. Po pewnym czasie dawał się pogłaskać.
Zaniemógł. Coś mu się zaczęło dziać z uszkiem. Miał na nim jakis pypec. Kotek nieoswojony - trudno było orzec co to jest? Może kleszcz? Tym bardziej, że po pewnym czasie pypeć znikł. Kotek sobie go zdrapał, o czym na początku nie wiedzieliśmy.
Ucieszyliśmy się, że to coś znikło. Niestety, po pewnym czasie problemy powróciły. Tym razem narośl nie chciała zniknąć. Tylko rósł i rósł. Widać było, że przeszkadza kotkowi. ucho zwisało, narośl ciągnęła je do ziemi. Zbliżała się zima - był już listopad. Chcieliśmy pomóc kotkowi przed pierwszymi śniegami. Postanowiliśmy go złapać. Nastawiałam się na trudne zadanie, nawet na niepowodzenie misji. O dziwo, nie okazało się to trudne. Oczywiście, trzeba było mocno trzymać kotka, ale obyło się bez drakońskich scen, wyrywania się i miauczenia. Pan Pyza został złapany. trzeba było się sprężać - dochodziła 19:00, a weterynarz przyjmuje tylko do 20:00. Spodziewał się wizyty - wcześniej radziliśmy się go, co począć z tak wyglądającym kotkiem. A więc taksówka (mimo stosunkowo bliskiej odległości - dwa przystanki) i  w drogę. Dopiero w lecznicy okazało się, jaki był stan Pyzy.






Operacja przebiegła pomyślnie. Narośl została usunięta. Z kawałeczkiem ucha. Myślałam, że straci całe. Pyza noc spędził u nas - niestety, w klatce. W zamkniętym pokoju, odizolowany od innych moich zwierząt.
Pyza po zabiegu:







Pan Pyza bezpośrednio po zabiegu. Jeszcze pod wpływem narkozy.










Weterynarz zapisując zabieg w komputerze napisał Ucho ;)
Pan Pyza - Ucho.
Noc minęła spokojnie. Niestety, rano podczas podawania posiłku Pan Pyza wydostał się z z klatki i wpadł w panikę. zaczął skakać na okno. Mieszkam dość wysoko. Zostało więc jedno wyjście. Zejść i wypuścic Pyzę nieco wcześniej, niż planowaliśmy. Planowaliśmy uczynić to wieczorem. Wypuściliśmy kota i zeszłam z nim na dół. Po drodze Pyza skakał na każde napotkane okno na półpiętrze. Mieliśmy trochę szczęścia - nie natknęliśmy się na psa sąsiadów Brutusa.
Otworzyłam drzwi do klatki. Dla Pyzy były to drzwi na wolność. Pyza pognał. Obraził się, dwa - trzy dni nie pojawiał się na posiłku. Przez jakiś czas przestał nam ufać - dziś znowu mogę go delikatnie pogłaskać.




Pan Pyza dziś ma się dobrze. Przetrwał zimę. Problemy z uchem nie powróciły. To był jakiś tłuszczak.
Nadal jest Wolnym Kotem. Ja na takie koty mówię "nadworne". Nadworne - bo żyją na dworze.
Nie każdy kot nadworny da się udomowić. Nie każdemu kotu można zapewnić należyte warunki. Pyzie nie mogłam.Mogliśmy mu tylko zwiększyć komfort życia. Życie z takim czymś dyndającym przy uchu do przyjemnych zapewne nie należało.