Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2016

Pirat

Równo dwa lata temu niespodziewanie odszedł Pirat. Nie spodziewałam się, że jego odejście nas wszystkich zaboli. I to zarówno ludzi, jak i inne zwierzęta. Całka przez miesiąc po nim płakała i szukała go. I jej oczy już się nie świecą. A przy Piracie się świeciły...

poniedziałek, 23 maja 2016

Hultaj

Albo Hipolit.
Nie do końca mój. Pół dziki, pół udomowiony. A raczej niezależny. Łagodny, ale przyzwyczajony do tego, że może wyjść na dwór. Przychodził na wieczorne karmienie (raczej z sympatii, niekoniecznie dlatego, że nie miał co jeść).
Pomieszkiwał na parterze u pewnej pani. Na zimę miał suchy i ciepły kat.
Hultaj/Hipolit tydzień temu odszedł za Tęczowy Most.
Miał jakąś paskudną, niewyleczalną infekcję.












poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Żegnaj Kajtusiu!


Chciałam powiedzieć, że od soboty 28 marca 2015 nie mam już psa. Kajtuś był rano na spacerze, położył się za fotelem. Leżał tam jakiś czas. Potem wstał, a w miejscu, gdzie leżał - kałuża krwi. Mama chciała wytrzeć go ręcznikiem i zrobić okład. Ale widać było, że nadal krwawi z odbytu. Wiec powiedziałam, że nie ma na co czekać, tylko wzywać taksówkę i do weta. Owinęłam tył psiaka w ręczniki, wyjęłam starą torbę podróżną - też wyłożyłam dwoma ręcznikami i włożyłam tam psa. Taksówka już stała. Dojechaliśmy. Była jedna osoba przed nami, więc mama postanowiła wziąć pieska na spacer. Nie sprzeciwiłam się temu. Piesek został wyjęty z torby, a w torbie pełno krwi.
Nadeszła nasza kolej. Położyliśmy Kajtka na stole - krew nadal leci.
Po rozmowie z panią weterynarz doszliśmy do wniosku, że lepiej ulżyć Kajtusiowi i go uśpić. Pomoc byłaby doraźna i nie wiadomo, na jak długo. Być może po spacerze byłby kolejny krwotok. A u nas niestety, nie ma lecznic całodobowych. Kajtuś miał problemy z gruczołami, mógł mieć raka odbytu. Na ile można było - pomagało mu się. Czopki, okłady.  Niestety, nie można było go zoperować. Wiek i stan serca. Zwłaszcza po zapaści.
Miał także coś, co chyba nazywa się zespołem końskiego ogona. Chorują na to głównie owczarki niemieckie. Cóż, Kajtuś owczarkiem nie jest. Ale musiał brać mniej więcej co dwa miesiące zastrzyk ze sterydów, inaczej nie mógłby chodzić.
Przez ostatnie pół roku wnosiłam go na trzecie piętro. Schodził sam, zresztą bałam się go znosić, bo nie widziałam schodów i sama mogłam ulec wypadkowi.
Tak więc niemal dokładnie w siódmą rocznicę śmierci swojej pani i w siódmą rocznicę pobytu u nas Kajtuś został uśpiony. Trafił do nas 21 marca 2008 roku. Wtedy był to Wielki Piątek i pierwszy dzień wiosny zarazem.
I po 24 latach nie ma psa w domu. Nie trzeba wcześniej wstawać. Ale i tak wychodzę wieczorem na spacery. Czasem myślę o wzięciu smyczy.
Żegnaj Kajtusiu!

poniedziałek, 15 września 2014

To już jest koniec...

Wczoraj, o godzinie 12:00 Putin wyruszył w swoją Ostatnią Podróż.
Miał już problemy z przełykaniem wody.
Przez 1,5 tygodnia próbowałyśmy go ratować.
W sobotę na jego usilną prośbę wypuściłam go na dwór. Był wolnym duchem. Mieszkanie w bloku to dla niego więzieniem.
Liczyłam się z tym, że nie wróci. Ale wrócił.
Gdy zobaczyłam, że już nie daje rady pić wody postanowiłam przecierpieć jeszcze jedną noc i go nie wypuszczać. Nie mogłam dopuścić, żeby umierał 3 dni z pragnienia.
Nie przypuszczałam, że kot tak szybko odejdzie. Praktycznie od razu po podaniu zastrzyku. Kilka sekund to trwało.






Tutaj jest jeszcze zdrowym, szczęśliwym kotem. Co daje psu po pyszczku. Już nie będę musiała w zimie wieczorem wychodzić na dwór, szukać go, żeby do piwnicy wpuścić. Choć to na ogół to on nas znajdował.
Miał dobre życie. Był wolny i miał schronienie przed mrozem i deszczem. Miskę s suchą karmą, mokra karmą i wodą.
Już nie cierpi. Ale smutno mi trochę...


poniedziałek, 17 marca 2014

Gapa



Pies mojej koleżanki. Dobra psina.
Łagodna, lubiła dzieci. Jako szczenię z raz w moim łóżku się przespała. A raczej nie moim łóżku, a tym, które zostało mi udostępnione na czas wizyty w D. Nie miałam serca jej zganiać. Potem już mi nie wchodziła (mimo mojej cichej nadziei), została oduczona spania w łóżku.
Zawsze wylewnie mnie witała. Znałam ją właściwie od szczeniaczka.
Otóż, od około tygodnia nie ma już Gapy. Zatruła się czymś i nie dało się jej uratować. Trochę mi szkoda, że gdy przyjadę do D, Gapa już mnie nie przywita. A zawsze wylewnie mnie witała.




Żegnaj Gapo!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
                                                            Wisława Szymborska


Znalazłam w Internecie takie zdjęcie

Andrzej Turski 

Andrzej Turski

To chyba jego pupil? Jeśli tak, to mam nadzieję, że ten kot nie zostanie sam w pustym mieszkaniu.

wtorek, 16 lipca 2013

Wczoraj odszedł Misio

Misio nie mieszkał z nami. Z tydzień mieszkał na naszej wycieraczce. Nie mógł do nas trafić - w domu był agresywny (w stosunku do innych psów) Pysio. Zgodziła się go zabrać moja ciocia. Tam spędził kilkanaście szczęśliwych lat w domu z ogrodem i gromadą kotów.
Niestety, starość jest okrutna. Nie zna litości i to zarówno wobec zwierzęcia, jak i człowieka.
Wczoraj dostał ataku padaczki, biegunki...
Było źle. Wujek zdecydował skończyć jego cierpienie.
Misio miał około 20 lat.